Nie zabierajcie nam ogrodów – Epidemia „betonozy” w Polskich miastach.

Anna Domin

ochrona bioróżnorodności

“Nie było nas był las, nie będzie nas będzie las” tylko czy na pewno? Patrząc na to, jak w szybkim tempie zalewamy nasze miasta betonem, wydaje się, że to przysłowie staje się marzeniem sennym, historią, która może się już nie powtórzyć.

Rosnące problemy związane z nieuniknioną na ten moment katastrofą klimatyczną i postpademicznewnioski płynące z roli natury i jej wartości dla jakości życia człowieka to, jak widać, dla władz polskich miast niewystarczające argumenty, aby ratować życie na naszej Planecie, również to zielone. Wprost niezrozumiała i jednocześnie samobójcza wydaje się gloryfikacja wszechobecnego betonu w polskich miastach. Symbol rozwoju, ekspansji, siły i porządku – beton, zmieniał polskie miasta w latach 90tych, realizując główne założenia tamtych czasów - utwardzać, wyrównać i wygładzić.

Jak pisze Jan Mencwel, w książce pt. “Betonoza – jak się niszczy Polskie Miasta”, dokładnie z takim strumieniem świadomości i brakiem jakiejkolwiek refleksji na temat wszechobecnego materiału, weszliśmy w lata prosperity, w których do Polski przypłynął strumień unijnych środków. Problem w tym, że kapitał, który otrzymaliśmy na rozwój infrastruktury miast, modernizację i rewitalizację niedoinwestowanych wcześniej centrów miasta nie był obwarowany żadnymi warunkami pod względem środowiskowym. Zatem w myśl polskiego przysłowia - hulaj dusza, piekła nie ma - to właśnie dzięki dodatkowym środkom z Unii udało się sfinansować wycinkę drzew i rozlać w miastach trochę więcej betonu. Walka z drzewami trwa, i pomimo wiedzy na temat ich pożyteczności i roli jaką odgrywają w naszych życiu, traktujemy je jak wroga i obarczamy winą za wiele problemów: wypadki samochodowe, brak miejsc do parkowania, słabe drogi i zakłócenie przestrzennego porządku.

Kto nas uratuje przed suszą i wysokimi temperaturami?

Jan Mencwel, aktywista miejski ze stowarzyszenia Miasto jest Nasze, pokazuje w mediach społecznościowych tak zwane rewitalizacje polegające na zamienianiu miejskich parków i placów w betonowe pustynie. Prezentuje kolejne przemiany polskich miast, takich jak Włocławek, Kielce, Lubaczów na Podkarpaciu, Poznań, Warszawa czy słynne już chyba na cała Polskę Kutno.

Atak niszczycielskiej plagi betonowej nie ma końca. Nie uda nam się zatrzymać kolejnych katastrof, jeśli w końcu nie uświadomimy sobie, że zabijając drzewa zabijamy siebie.

Ta celowa personifikacja ma kluczowe znaczenie zarówno w kontekście edukacji, jak i zobrazowania wielkości problemu, z którym się mierzymy. Aktywiści, tacy jak Jan Mencwel w sposób bezprecedensowy uświadamiają nam jak wielką rolę odgrywają drzewa w przestrzeni miejskiej. Zieleń w mieście tworzy odpowiedni mikroklimat, który nie tylko zapewnia nam czystsze powietrze, ale przede wszystkim wpływa na nasze funkcjonowanie w tkance miejskiej w szczególnie upalne dni.

Wyższe letnie temperatury i niemożność schronienia się w cieniu topoważniejszy problem mieszkańców miast. Nie pomagają stawiane coraz częściej kurtyny wodne. Drugi poważny problem to fakt, iż szara dżungla nie przyjmuje wody. Deszczówka nie może wsiąknąć w glebę, która została szczelnie pokryta betonem. Bardzo często mamy w Polsce do czynienia z tak zwanymi powodziami miejskimi – zalewane są ulice, piwnice, chodniki. W konsekwencji w wielu polskich miastach zaczyna brakować wody.

Kto jest winny?

Władza i samorządy? Planiści miejscy? Architekci i inwestorzy? Winni jesteśmy My wszyscy. Klimat to my, miasta to my, i to my dokonujemy wyboru kto będzie decydowało przyszłości naszych miast, jak będą wyglądały, jakiego świata chcemy. Pandemia w szczególny sposób zwróciła uwagę na wagę i rolę natury w naszym życiu. Większości z nas uświadomiła sobie, że to właśnie jej obecność w naszym życiu będzie kluczowa w walce z katastrofą klimatyczną, ale przede wszystkim zdecyduje o naszym istnieniu i kondycji psychicznej całej ludzkości. Pozostaje jedynie postawić sobie pytanie ile jeszcze zbrodni ekologicznych musi wypłynąć na światło dzienne, abyśmy mogli za profesorem Maciejem Luniakiem stwierdzić, że obecnie w Polsce mamy doczynienia z proekologicznym przebudzeniem.

Nadzieja to My - Inicjatywa godna naśladowania

Jest jednak nadzieja, społeczne inicjatywy, które mają szansę odbetonować nasze miasta. Plac na Glanc to cykliczny projekt rewitalizacji (we właściwym tego słowa znaczeniu, łac. re- + vita – dosłownie: „przywrócenie do życia, ożywienie”)[2]- zaniedbanych katowickich podwórek, realizowany od 2013 roku. Stanowi odpowiedź na konkretne potrzeby mieszkańców poprzemysłowego miasta, w którym brakuje przestrzeni do budowania sąsiedzkich relacji. Jest też idealnym przykładem na to, jak „odbetować” przestrzeń miejską.

Miejsca do przebudowy co roku wybierane są w drodze konkursu, do którego swoje podwórka mogą zgłaszać wszyscy mieszkańcy Katowic. Wybór poprzedza seria wizji lokalnych i spotkań z mieszkańcami. Punktem wyjścia projektu jest przekonanie, że dobrą przestrzeń publiczną można stworzyć tylko dzięki partycypacji społecznej, czyli aktywnemu zaangażowaniu jej przyszłych użytkowników zarówno w proces projektowy, jak i samą realizację. Pierwszym etapem prac są spotkania warsztatowe, podczas których inicjatorzy i architekci poznają mieszkańców, ich potrzeby i oczekiwania.

Wspólne sadzenie roślin i wykonywanie elementów zagospodarowania placu integruje mieszkańców i uczy odpowiedzialności za współdzieloną przestrzeń. Istotnym celem projektu jest także pokazanie innym mieszkańcom jak własnoręcznie mogą zmieniać otaczającą przestrzeń. Oprócz apsektu edukacyjnego, integracyjnego, ten projekt pełni kluczową rolę w zakresie propagowania prostych, ekologicznych i tanich rozwiązań przy wykorzystaniu materiałów z recyklingu.

Podwórko przy ulicy Lompy było pierwszą realizacją w ramach akcji Plac na Glanc. W projekcie inicjatorzy wzięli pod uwagę potrzeby zarówno seniorów, jak i dzieci. Na podwórku pojawiły się otoczone pergolą huśtawki, miejsca wypoczynku takie jak wielofunkcyjny taras z donicami i schowkiem czy stanowisko do gier, a także klomby do sadzenia roślin dostosowane dla osób starszych. Zorganizowane zostało miejsce do składowania śmieci oraz zadaszony parking rowerowy. Całość uzupełniło oświetlenie w formie wiszących świecących kul.

Innym projektem było podwórko w katowickiej dzielnicy Załęże, które przypominało wielkie, puste klepisko. I to właśnie dzięki postulatom mieszkańców, kluczowym aspektem rewitalizacji było wprowadzenie dużej ilości zieleni. Wykorzystując fragmenty rynien, architekci stworzyli kwietniki ścienne do hodowania ziół, a aby ułatwić podlewanie roślin zamontowany został zbiornik zbierający wodę deszczową.

Wiele oddolnych inicjatyw widać wśród mieszkańców innych wielkich miast. Warszawska fundacja na rzecz wspólnot lokalnych"Na miejscu" zajmuje się zagospodarowaniem przestrzeni miejskiej tak, by była przyjazna ludziom, by chcieli spędzać w niej czas i by sprzyjała budowaniu więzi w lokalnych społecznościach… ale to ciągle za mało, bo odpowiedzialność za przyszłość spoczywa obecnie w rękach nas wszystkich.

Mencwel przekonuje nas, że powinniśmy rozpocząć modę na zieleń, ale to rząd powinien stworzyć system motywacyjny, który gratyfikowałby samorządy inwestujące w zieleń – zatem szczególnie warto o tym pamiętać dokonując wyboru i stawiając krzyżyk przy możliwie najmniej “szkodliwym dla przyrody” nazwisku. Robert Konieczny, odnosząc się do bezmyślnej wycinki drzew, na swoim profilu FB pisze: …trzeba wciąż tłumaczyć, najprościej jak się da. Nic innego nam nie zostaje… zatem najprościej jak się da: Drzewo to życie, nasze życie, a każde stracone to krok w kierunku samobójstwa na szczęście, jeszcze z odroczonym terminem wykonania.

Nic się nie zmieni, jeżeli nie zaczniemy działać