Czy start-upy uratują świat?

Kamil Dudek

FOUNDER/CEO NIERAZ.PL

nowe technologie i innowacje na rzecz klimatu

Problemy środowiskowe, z którymi przychodzi się nam obecnie mierzyć, swoją złożonością i skalą onieśmielają nawet największych optymistów. Jedynie kompleksowe działania mogą przynieść trwałą poprawę.

Bez ścisłej współpracy rządów, dbających o odpowiednie regulacje i zachęty finansowe, biznesu wdrażającego coraz bardziej przyjazne dla środowiska produkty i usługi oraz nas wszystkich — konsumentów i wyborców w jednej osobie, wywierających presję na rządzących i przedsiębiorstwa — nie zmienimy istniejącego stanu rzeczy.

Mniejszy znaczy lepszy?

Kompleksowość i skala potrzebnych rozwiązań nie wydaje się być na miarę start-upów. Jako przedsiębiorca, wiem, że to co najbardziej interesuje start-up to… przetrwanie. Jeżeli uda się przetrwać, wówczas pojawia się kolejne wyzwanie — jak urosnąć, osiągnąć większą skalę. Nawet w przypadku start-upów, których misją jest poprawa stanu środowiska naturalnego, cała energia jest silnie skoncentrowana na pierwszych produktach, klientach, pracownikach i dbaniu o to, żeby wszystkie elementy układanki złożyły się na w miarę spójną, działającą poprawnie całość.

Czyli wydaje się, że startupy świata przed katastrofą klimatyczną nie uratują. Ale czy aby na pewno? Już w poprzednich dekadach nowi gracze skuteczniej niż duże firmy reagowały na zmiany rynkowe czy innowacje technologiczne. Fenomen ten doskonale opisał Clayton M. Christensen badający wpływ tzw. sieci wartości na sukces firm w rozpoznawaniu i skutecznym reagowaniu na nowe trendy i wyzwania.

Sieć wartości to szeroko rozumiany kontekst, w którym funkcjonuje organizacja. W dużej mierze tworzy go historia działania danej firmy. Uprzednio podjęte decyzje, aktualnie dostępna technologia, struktury i procesy, systemy motywacyjne czy kultura organizacyjna w sposób niemalże absolutny determinują to, jak firmy postrzegają swoje otoczenie.

Jak trafnie ujął to profesor Christensen w książce Przełomowe innowacje: „Percepcja ta zaś kształtuje to, jakie nagrody spodziewają się otrzymać różne firmy w wyniku zastosowania kontynuacyjnych i zakłócających innowacji. W firmach o ugruntowanej pozycji rynkowej oczekiwane nagrody wpływają z kolei na przesuwanie zasobów w kierunku technologii kontynuacyjnych, a nie przerywających tok rozwoju”. Start-upy ze swej natury (braku obciążenia historią) są niejako predysponowane do skutecznego odpowiadania na nowe trendy i wyzwania.

Jestem jednak daleki od stosowania dychotomii „dobre start-upy kontra złe korporacje”. Największe przedsiębiorstwa na świecie coraz częściej starają się ograniczać swój wpływ na środowisko naturalne. Niestety w przypadku niektórych trudno oprzeć się wrażeniu, że działania prośrodowiskowe kończą się na górnolotnych deklaracjach.

Pieniądze na (zrównoważony) rozwój

Wydaje się jednak, że coraz bardziej świadomi klienci potrafią oddzielić firmy żerujące marketingowo na ekologicznych trendach od tych, które dokonują faktycznych zmian. Co więcej, nie robią tego samodzielnie, a we współpracy ze start-upami. Giganci, tacy jak Procter & Gamble czy Johnson & Johnson, stosują tzw. model otwartej innowacji (open innovation model).

Duże przedsiębiorstwa wychodzą aktywnie do jeszcze raczkujących firm. Czasami stawiają im wyzwania, z którymi same nie mogą sobie poradzić. Niekiedy rozwijają swoje portfolio produktów i usług w oparciu o rozwiązania czy potencjał technologiczny start-upów. W ramach swoich funduszy corporate venture capital (CVC) finansują rozwój młodych firm.

Rynek kapitału wysokiego ryzyka potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby dostosować się do obecnego środowiska start-upów. Fundusze typu venture capital (VC) wciąż poszukują start-upów zwanych jednorożcami, czyli firm wycenianych na miliard dolarów lub więcej.

Ponieważ VC prowadzą działalność związaną z inwestycjami wysokiego ryzyka, wielu z nich (często do 90% portfela) nie udaje się dostarczyć znaczących zwrotów. Dlatego ich własny model biznesowy wymaga, aby inwestowali tylko w firmy, które potencjalnie zapewnią wyjątkowo wysoki zwrot z inwestycji. Z tego powodu zachęcają swoje startupy do gwałtownego wzrostu za wszelką cenę. Wszystko inne jest nieistotne.

Na szczęście przyroda nie znosi próżni. Obok tradycyjnych funduszy VC pojawiają się fundusze spod znaku social impact investing. Cześć wspomnianych wcześniej funduszy CVC również ukierunkowuje swoją politykę inwestycyjną na projekty o pozytywnym wpływie społecznym. Wystarczy wspomnieć chociażby fundusz firmy Patagonia.

Nie bez znaczenia są również alternatywne formy finansowania startupów, jak rozwijający się od kilku lat crowdfunding czy dopiero raczkujący model E2C (exit to community). Udziały w start-upie obejmują w nim podmioty, które najbardziej na nim polegają, czyli np. użytkownicy, pracownicy, klienci czy kontrahenci.

Czy start-upy uratują świat przed katastrofą ekologiczną? Pewnie tak. Ale same sobie nie poradzą. Potrzebna jest współpraca z korporacjami, rządami, jak również organizacjami pozarządowymi.

Nic się nie zmieni, jeżeli nie zaczniemy działać