utworzono: 2021-02-15

Odbudowa zamiast wymierania - biznes dla bioróżnorodności

Kolejna, wspólna debata cyklu Climate Conversations i programu Climate Leadership pt. „Czy warto sadzić drzewa? Bioróżnorodność w strategiach biznesowych firm” skupiła się na kwestiach, związanych z różnorodnością biologiczną i jej ochroną.

Kryzys różnorodności biologicznej wymieniany jest jako jedno z największych wyzwań cywilizacyjnych, przed którymi stoi ludzkość. Znalazł się on m. in. w pierwszej piątce zagrożeń, wskazanych w najnowszej edycji raportu Światowego Forum Ekonomicznego „Global Risks Report 2021” przez ankietowanych ekspertów i liderów opinii - i to zarówno w kategorii prawdopodobieństwa jego zaistnienia, jak i skali (negatywnych) skutków.

W raporcie, wydanym w roku 2019 przez IPBES – Międzyrządową Platformę Naukowo-Polityczną ds. Różnorodności Biologicznej i Usług Ekosystemowych (Intergovernmental Science-Policy Platform on Biodiversity and Ecosystem Services) — pojawiła się niepokojąca wiadomość. Jeśli nie powstrzymamy kryzysu klimatycznego i nie zmienimy dominujących wzorców produkcji i konsumpcji w kolejnych dekadach czekać nas może wyginięcie nawet miliona gatunków żywych istot.

Jak wskazuje poświęcony różnorodności biologicznej Raport Dasgupty, opracowany w tym roku na zlecenie rządu Wielkiej Brytanii, potrzebujemy nowego paradygmatu ekonomicznego, w którym inaczej mierzyć będziemy sukces gospodarczy. By do takiej zmiany doszło, uwzględniać musimy wartość kapitału przyrodniczego. To zadanie, które doskonale wpisuje się w ONZ-owską Dekadę Odtwarzania Ekosystemów, przypadającą na lata 2021-2030.

O tym ważnym dla funkcjonowaniu biznesu kontekście przypominała na początku debaty „Czy warto sadzić drzewa? Bioróżnorodność w strategiach biznesowych firm” dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Maria Andrzejewska. W jaki sposób przekłada się on na modele biznesowe, z którymi mamy obecnie do czynienia? O tym mówili w jej trakcie zaproszeni do dyskusji paneliści.

Ekosystem pod presją

Ekspert ProVeg Polska, Marcin Tischner, zwrócił uwagę na negatywny wpływ obecnego modelu produkcji żywności na środowisko. Jego istotnym elementem są jego zdaniem niekorzystne dla przyrody - ale także naszego zdrowia - sygnały cenowe, takie jak relatywnie niska cena mięsa w stosunku do jego roślinnych alternatyw. Hodowla zwierząt, np. bydła, zajmuje znaczącą część powierzchni gruntów, przeznaczonych na produkcję żywności, w tym nawet 70% powierzchni, wyciętych na obszarze amazońskich lasów deszczowych.

Skupianie się na pozyskiwaniu białka zwierzęcego sprawiło, że jedynie 6% całkowitej biomasy wszystkich ssaków zamieszkujących Ziemię stanowią dziś osobniki z gatunków dzikich. W przypadku ptaków aż ok. 70% ich ogólnej masy stanowić ma drób hodowlany. W połączeniu z praktykami rolniczymi prowadzącymi do nadmiernego nawożenia i związanej z nim eutrofizacji („przeżyźnienia”) wód powierzchniowych tworzy to szkodliwą dla środowiska mieszankę.

Urszula Wiszowata, wykładowczyni Uczelni Łazarskiego i założycielka portalu fashionbiznes.pl, zauważyła, że nawet w trakcie pandemii warszawski PSZOK - Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych - zebrał w roku 2020 niemal 50 ton tekstyliów. To aż 150% więcej niż rok wcześniej. W wypadku czteroosobowej rodziny na Zachodzie ilość wyrzucanej przez nią odzieży sięga nawet 30 kilogramów rocznie. Jej zdaniem pokazuje to nasz stosunek do odzieży i mody jako takiej.

Osobom obserwującym debatę przypomniała o odpowiedzialności sektora za środowisko - a także o potencjalnych kosztach, wynikłych z trzymania się modelu „biznesu takiego jak zwykle”. Sektor odzieżowy co roku zużywa 1,5 tryliona litrów wody, będąc istotnym źródłem jej zanieczyszczeń. Problemy z dostępem do tego surowca mogą stać się istotnym ograniczeniem np. przy produkcji bawełny. Produkcja niektórych materiałów, takich jak kaszmir, już dziś miewa problemy z nadążeniem za rosnącym popytem. Wyzwaniem pozostaje fakt, iż najwięcej wygenerowanych przez sektor modowy zanieczyszczeń pojawia się tam, gdzie odbywa się produkcja - przede wszystkim więc w Azji, z daleka od wzroku europejskich konsumentów.

Sławomir Brzózek, działacz i edukator ekologiczny oraz niezależny ekspert, podkreślił z kolei fakt, iż biznes musi obecnie zrozumieć sieć współzależności między ekosystemami, jak również znaczenie i konsekwencje ich postępującej degradacji. Konieczna jego zdaniem staje się integracja kwestii różnorodności biologicznej w praktyce biznesowej. Nie można przy tym wpadać w pułapkę prostych rozwiązań. W biznesie widoczny jest jego zdaniem lęk przed całościowymi działaniami. Przedstawiciele firm wolą nie dostrzegać tej złożoności, bo pokazałoby to, że przyczyniają się do degradacji ekosystemów, niezależnie od branży, w której działają.

Popularne nasadzenia drzew potrafią być jego zdaniem pułapką - biznes uważa, że to łatwe do wyliczenia działanie, dostarcza ono ładnych relacji dla mediów, a obserwujący je ludzie mają poczucie, że firma działa dla środowiska. Sadzenie drzew jest tymczasem - paradoksalnie - trudne, bo w Polsce zaczyna brakować miejsc na takie działania. Na dodatek blednie ono wobec decyzji administracyjnych, takich jak betonowanie rynków miejskich czy wsadzanie drzew do donic. - Zanim zaczniemy sadzić drzewa zadbajmy o te już istniejące - apelował.

Jakie działania biznesu mogą jednak napawać nadzieją? Na jakie kwestie powinien zwracać szczególną uwagę? Eksperci mieli na szczęście kilka podpowiedzi.

Zmiana modelu

Marcin Tischner jako pozytywny trend wskazał wzrost świadomości społecznej, zauważalny szczególnie (choć nie tylko) w krajach Europy Zachodniej. Coraz bardziej świadomi konsumenci zaczynają zmieniać swoje nawyki żywieniowe, zmniejszając lub zupełnie rezygnując ze spożywania produktów pochodzenia zwierzęcego. Przejawami tego staje się rosnące znaczenie fleksitarianizmu, wegetarianizmu czy weganizmu.

Firmy odpowiadają na ten trend rosnącą ofertą rynkową udowadniającą, że zaspokojenie potrzeb żywieniowych nie musi być realizowane za pomocą mięsa czy nabiału. Nawet firmy mięsne zaczynają wprowadzać na rynek roślinne zamienniki, mające niższy ślad węglowy i wodny, do wyprodukowania których potrzebna jest mniejsza powierzchnia gruntowa. Coraz głośniej też o eksperymentach z przygotowywanym w laboratorium mięsem komórkowym.

Urszula Wiszowata zauważyła, że wedle badań opinii 78% Polaków jest ciekawa tematu wpływu branży modowej na środowisko. Choć póki co na palcach jednej ręki można policzyć w Polsce firmy odzieżowe, realizującego zasady zrównoważonego rozwoju, to i tu zauważalne są zmiany. Nadzieją napawają chociażby start-upy, skupiające się na ponownym wykorzystywaniu tkanin i ubrań czy eksperymentowaniu z nowymi surowcami, np. obierkami z jabłek.

Momentem przełomowym była w branży tragedia Rana Plaza - zawalenie się fabryki w Bangladeszu, w wyniku którego zginęło przeszło tysiąc osób. Wymusiła ona na firmach zainteresowanie się swoimi łańcuchami dostaw, mającymi do tej pory często bardzo nieprzejrzysty charakter. Wyzwaniem będzie w najbliższych latach przejście od audytowania do zmiany modelu biznesowego, który będzie opłacalny dla firm i jednocześnie wspierać będzie rynek ubrań z drugiej ręki, eko-tkanin czy materiałów z recyklingu.

Sławomir Brzózek zauważył z kolei, że podstawowym - obok energii - używanym przez firmy zasobem jest woda, którą zużywa się w ogromnych ilościach. Potrzebny jest zatem biznesowy rachunek sumienia co do tego, jakie w ich wypadku są najważniejsze elementy wpływu na środowisko.

Jego zdaniem biznes musi pamiętać, że dopóki nie zmieni się narracja dotycząca ochrony środowiska, zawsze istnieć będzie pułapka wpadnięcia w oskarżenia o greenwashing. Pamiętać musimy o tym, że mamy dziś innych, dużo bardziej świadomych środowiskowo i wymagających konsumentów. Szansą może być tu taksonomia UE dotycząca jednolitej klasyfikacji działań na rzecz zrównoważonego rozwoju, umożliwiająca przemyślane działania na rzecz ochrony i odtwarzania bioróżnorodności.

Na podstawie jakich danych i faktów biznes powinien zmieniać swoje podejście do środowiska? O czym powinien pamiętać, gdy decyduje się na zmianę swojego podejścia? To wątki, które pojawiły się w wypowiedzi specjalisty Centrum UNEP/GRID-Warszawa ds. biologii i ochrony środowiska, Piotra Mikołajczyka.

Działania? Spójne, przemyślane, wspólne

W trakcie dyskusji przypomniał o szerszym, wręcz filozoficznym kontekście relacji człowieka z przyrodą. Jego zdaniem człowiek uzurpuje sobie prawo zwierzchności nad innymi gatunkami, pokłada wiarę w technologię jako narzędzie rozwiązywania wszelkich problemów. Wychodzimy z założenia, że „im więcej, tym lepiej” i przekładamy je na myślenie o różnorodności biologicznej.

Nie chodzi tymczasem tylko o to, by gatunków i osobników było wszędzie, zawsze i za wszelką cenę jak najwięcej, lecz aby było ich tyle, ile jest właściwe dla danego typu ekosystemu, tworzyły sieć stabilnych, harmonijnych powiązań i – co zwłaszcza istotne w przypadku ekosystemów naturalnych – mogły funkcjonować w sposób jak najmniej zakłócony przez człowieka. To jego wpływ i ingerencja wytrąca przyrodę z równowagi i przyczynia się do szeregu negatywnych zmian, dodatkowo i w sposób trudny nieraz do przewidzenia napędzanych systemem sprzężeń zwrotnych. - Nie mamy Planety B - nie funkcjonujemy w izolacji od natury, tylko jesteśmy jej częścią i podlegamy jej prawom - przypomniał znane hasło ekologiczne.

Odnotował również najważniejsze wyzwania ochrony bioróżnorodności w Polsce. Unowocześnianie rolnictwa ma u nas efekty uboczne w postaci eutrofizacji, kiepsko mają się również ekosystemy podmokłe - Polska jest jednym z większych emitentów gazów cieplarnianych pochodzących ze zdegradowanych mokradeł w skali Europy, a nawet świata. Wciąż kusi nas regulowanie i betonowanie rzek, zmagamy się z problemami, wynikającymi z ułomnego planowania przestrzennego, rozproszonej zabudowy, chaotycznego rozwoju infrastruktury.

Dr Mikołajczyk przypomniał dwa podejścia do ochrony przyrody - aktywne i pasywne. Jako że nasz kraj znajduje się w strefie lasów liściastych i mieszanych strefy umiarkowanej, to jeśli chcemy odrastającego lasu, czasem wystarczy zostawić dany teren w spokoju i las na niego z czasem powróci. „Akcyjność” ma natomiast znaczenie w środowisku miejskim. Niekoszone trawniki, tereny nadrzeczne - to już cenne działania na rzecz ochrony różnorodności biologicznej. Kluczowe, by zostawiać przyrodzie odpowiednio duży teren oraz pamiętać o korytarzach ekologicznych, zapobiegających fragmentacji siedlisk i zapewniających niezbędną gatunkom łączność ekologiczną.

W odpowiedzi na pytanie z publiczności wspomniał również o roli biomasy i jej ewentualnego usuwania („zabierania przyrodzie”). Martwe osobniki są niezbędnym elementem ekosystemach o dużym stopniu naturalności i niskim wpływie człowieka – pozyskiwanie biomasy przez człowieka ma zatem wybitnie niepożądany charakter. Przykładem jest tu np. usuwanie martwych drzew z lasu naturalnego czy osuszanie i eksploatacja torfowiska. W wypadku ekosystemów półnaturalnych, powstałych i istniejących dzięki obecności człowieka i ekstensywnym użytkowaniu ziemi (np. łąki i pastwiska powstałe po wyrębie lasów), umiejętnie dawkowana ingerencja jest z kolei potrzebna aby siedliska te mogły trwać w dobrej kondycji.

Złożony charakter ekosystemów i powiązań między ich poszczególnymi elementami wymaga solidnej dawki wiedzy, umożliwiającej podejmowanie adekwatnych do wyzwań działań - również przez biznes. W odpowiedzi na tę potrzebę dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Maria Andrzejewska, zainaugurowała w trakcie debaty projekt „Biznes dla różnorodności”.

Inicjatywa ta dedykowana jest działaniom na rzecz ochrony i wzmocnienia bioróżnorodności na poziomie gatunkowym i ekosystemowym. Program odwołuje się do ogłoszonej przez ONZ na lata 2021-2030 Dekady Odtwarzania Ekosystemów (Decade on Ecosystem Restoration) i zakłada szeroką współpracę różnych podmiotów - w tym przede wszystkim partnerów społecznych, zarządzających obszarami chronionymi oraz włączających się we wspólne działania przedstawicieli biznesu.

Opublikowane pierwotnie 2021-02-15 w serwisie Centrum UNEP/GRID-Warszawa

Nic się nie zmieni, jeżeli nie zaczniemy działać